Oliwa z oliwek extra vergine (czyli z pierwszego tłoczenia) z chlebem smakuje wyśmienicie.
Od pewnego czasu pragnę ognia. Czas świąt nie był dla mnie dobrym czasem. Wybyczyłem się i wcale mi się to nie podobało. W końcu zdesperowany modlę się. Odpowiedź: "ogień daję ci cały czas, ale on zaraz gaśnie, bo nie ma oliwy" (w kaganku). Poczułem, że rzeczywiście moje życie wygląda tak, że Pan podpala mój knotek, ale on zamiast ładnie się palić, to tak coś tam posmęci, pożarzy chwilkę, a potem ino dużo dymu i nic.
Brakuje oliwy.
Co to oliwa, to odkrył Pan mi wcześniej, jak się modliłem z mężczyznami. Oliwa to modlitwa.
A ja się nie modlę. Bo leniem jestem. Wolę przyjemności niż modlitwę.
Ogień jest fajny, spala i się chce. Ale żeby płonął, potrzeba oliwy.
czwartek, grudnia 27, 2007
Pasterka
Wrażenia z Pasterki (czyli Mszy o 12stej w nocy na Boże Narodzenie, jak już się wszyscy obżarli na Wigilię). Ja też się obżarłem i nie chciało mi się ruszać. Obejrzałem, leżąc brzuchem do góry (żeby nie bolał), szklaną pułapkę i już była 23:45. Szybkie porównanie za i przeciw, decyzja i idę.
Tłumy ludzi; śpiewałem kolędy białym głosem ;-)
Ksiądz mówił standardowe kazanie, nie pamiętam o czym, ale pamiętam swoje przemyślenia: "W ogóle nie czuję o co chodzi w świętowaniu Bożego Narodzenia. Boże Narodzenie - Jezus przedstawiony jako małe bezbronne dzieciątko - nic nie potrafiące. Wielkanoc - Jezus przedstawiony jako słaby, chudy, poganiany przez rzymian i przybity do krzyża - nic nie potrafiący.
Zatęskniłem do świętowania i podkreślenia święta Chrystusa Króla. Jezus jako Król i Pan i Władca nie tylko na krańcu świata, ale całego świata.
Później coś zaczaiłem, że Bóg tak zaufał Józefowi, że się dobrze wywiąże z opieki nad Jezusem i Maryją, że powierzył mu własnego Syna. I to nie tylko, że Syn Boga, ale Syn Boga, w którego ręku jest zbawienie całego świata! Całą misję zbawienia świata powierzył właściwie Józefowi. Józef mógł łatwo zawalić w momencie, w którym Anioł mu mówił, żeby uchodził do Egiptu. Gdyby nie uwierzył, albo zwlekał z wykonaniem Słowa Bożego... Nie tylko, że ludzie poszli by na zatracenie, ale Bóg straciłby swojego Syna najukochańszego.
Co za zaufanie.
Potem zaczaiłem, że Jezus tak nam ufa i przychodzi do naszego serca. W Komunii. Potężny Bóg z jednej strony, z drugiej strony przychodzi do nas i się nam powierza i nam ufa.
Ale co z tego, że zaczaiłem, skoro zaraz o tym zapomniałem i dalej robiłem swoje.
A co jeśli od nas zależy tak jak od Józefa, zbawienie choćby niektórych ludzi? Jezus przychodzi do nas z Mocą Chwałą i Potęgą, powierza się i to wszystko nam... Ufa nam... Brrrr.
Tłumy ludzi; śpiewałem kolędy białym głosem ;-)
Ksiądz mówił standardowe kazanie, nie pamiętam o czym, ale pamiętam swoje przemyślenia: "W ogóle nie czuję o co chodzi w świętowaniu Bożego Narodzenia. Boże Narodzenie - Jezus przedstawiony jako małe bezbronne dzieciątko - nic nie potrafiące. Wielkanoc - Jezus przedstawiony jako słaby, chudy, poganiany przez rzymian i przybity do krzyża - nic nie potrafiący.
Zatęskniłem do świętowania i podkreślenia święta Chrystusa Króla. Jezus jako Król i Pan i Władca nie tylko na krańcu świata, ale całego świata.
Później coś zaczaiłem, że Bóg tak zaufał Józefowi, że się dobrze wywiąże z opieki nad Jezusem i Maryją, że powierzył mu własnego Syna. I to nie tylko, że Syn Boga, ale Syn Boga, w którego ręku jest zbawienie całego świata! Całą misję zbawienia świata powierzył właściwie Józefowi. Józef mógł łatwo zawalić w momencie, w którym Anioł mu mówił, żeby uchodził do Egiptu. Gdyby nie uwierzył, albo zwlekał z wykonaniem Słowa Bożego... Nie tylko, że ludzie poszli by na zatracenie, ale Bóg straciłby swojego Syna najukochańszego.
Co za zaufanie.
Potem zaczaiłem, że Jezus tak nam ufa i przychodzi do naszego serca. W Komunii. Potężny Bóg z jednej strony, z drugiej strony przychodzi do nas i się nam powierza i nam ufa.
Ale co z tego, że zaczaiłem, skoro zaraz o tym zapomniałem i dalej robiłem swoje.
A co jeśli od nas zależy tak jak od Józefa, zbawienie choćby niektórych ludzi? Jezus przychodzi do nas z Mocą Chwałą i Potęgą, powierza się i to wszystko nam... Ufa nam... Brrrr.
środa, grudnia 19, 2007
gierka
Hej. Od jakiegoś tygodnia grałem w grę RPG sieciową na Internecie. Gra super i bardzo mi się podobała. Miała kilka fajnych rzeczy, którymi usprawiedliwiałem sobie, że marnuję czas. Pocieszałem się też, że czasu będę na nią zużywał coraz mniej. Ale tak nie było i dużo czasu na nią zmarnowałem. Bardzo wciągająca.
Rozmawiałem z chłopakami i Seweryn mi powiedział, żebym już więcej jej nie włączał, bo to nałóg. Ale ja nie mogłem się zgodzić, bardzo mi się podobała giera i usprawiedliwiałem ją różnymi rzeczami. Choć w głębi serca przypuszczałem, że stwierdzenie Seweryna jest prawdziwe, to jednak uczucie było bardzo silne. Już dawno nie miałem takiego pociągu do giery. Idąc na studia obiecałem sobie, że nie będę grał i trzymałem się tego do 3 roku studiów, a potem bardzo rzadko w coś grałem.
Dziś przeczytałem nowy wpis na blogu Honoratki i doznałem uwolnienia. Uświadomiłem sobie, że przez ten czas gdy grałem, to wcale się nie modliłem. Wcześniej wieczorem siadałem i pociągało mnie to, żeby przeczytać fragment Pisma Świętego z rozpiski na dwa lata. Wtedy gdy grałem, to siadałem i pociągała mnie gra.
Chyba trzeba oczyścić swoje życie, żeby tęsknić za Bogiem.
Ta obietnica z księgi Izajasza, cytowana przez Honoratkę jest mocna. Być może dlatego czasem nasze modlitwy nie są wysłuchiwane i jesteśmy obmawiani.
Gdyby tak naprawdę w to uwierzyć i tak czynić i doświadczyć tego, co jest obiecane... To byłby kosmos.
Uwierzyłem w prawdziwość słowa, gdy przeczytałem w jednej książce, jak pewien mąż miał kryzys w posłudze jako pastor i we wszelkich innych posługach jakich się podjął. Musiał rezygnować ze smutkiem i spuszczoną głową. Jego szef nie wiedział co mu powiedzieć. Pewnego zaprosił ten mąż tego szefa i jego żonę do siebie do domu na obiad. Ten gość cały czas poniżał swoją żonę i wyśmiewał się z niej. Żona była z biednej rodziny a on był synem pastora. Żona nie wiedziała jak się powinna zachowywać jako żona pastora i to frustrowało tego gościa, bo uważał, że to powinna wiedzieć i wypominał jej różne jej zachowania i poniżał ją. Wtedy ten szef wiedział już dlaczego jego posługa jest nieefektywna i jego modlitwy są nie wysłuchiwane.
Fragment z Pisma, który czytałem kiedyś, ale który przeczytałem i w ogóle nie zwróciłem na niego uwagi, a co dopiero żebym go zrozumiał. Fragment, gdzieś tam w Piśmie Świętym, który się sprawdza. Gość nie darzył swej żony czcią i dlatego jego modlitwy nie były wysłuchiwane. To mnie przekonało, że to co pisze w Piśmie Świętym jest PRAWDĄ!
Żeby tak uwierzyć w tą obietnice z Izajasza, to byłby dopiero kosmos, jakby zaczęło się sprawdzać :-D
Rozmawiałem z chłopakami i Seweryn mi powiedział, żebym już więcej jej nie włączał, bo to nałóg. Ale ja nie mogłem się zgodzić, bardzo mi się podobała giera i usprawiedliwiałem ją różnymi rzeczami. Choć w głębi serca przypuszczałem, że stwierdzenie Seweryna jest prawdziwe, to jednak uczucie było bardzo silne. Już dawno nie miałem takiego pociągu do giery. Idąc na studia obiecałem sobie, że nie będę grał i trzymałem się tego do 3 roku studiów, a potem bardzo rzadko w coś grałem.
Dziś przeczytałem nowy wpis na blogu Honoratki i doznałem uwolnienia. Uświadomiłem sobie, że przez ten czas gdy grałem, to wcale się nie modliłem. Wcześniej wieczorem siadałem i pociągało mnie to, żeby przeczytać fragment Pisma Świętego z rozpiski na dwa lata. Wtedy gdy grałem, to siadałem i pociągała mnie gra.
Chyba trzeba oczyścić swoje życie, żeby tęsknić za Bogiem.
Ta obietnica z księgi Izajasza, cytowana przez Honoratkę jest mocna. Być może dlatego czasem nasze modlitwy nie są wysłuchiwane i jesteśmy obmawiani.
Iz 58, 6-12: „Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: Oto jestem! Jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem. Pan cię zawsze prowadzić będzie, nasyci duszę twoją na pustkowiach. Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród i jak źródło wody, co się nie wyczerpie”.
Gdyby tak naprawdę w to uwierzyć i tak czynić i doświadczyć tego, co jest obiecane... To byłby kosmos.
Uwierzyłem w prawdziwość słowa, gdy przeczytałem w jednej książce, jak pewien mąż miał kryzys w posłudze jako pastor i we wszelkich innych posługach jakich się podjął. Musiał rezygnować ze smutkiem i spuszczoną głową. Jego szef nie wiedział co mu powiedzieć. Pewnego zaprosił ten mąż tego szefa i jego żonę do siebie do domu na obiad. Ten gość cały czas poniżał swoją żonę i wyśmiewał się z niej. Żona była z biednej rodziny a on był synem pastora. Żona nie wiedziała jak się powinna zachowywać jako żona pastora i to frustrowało tego gościa, bo uważał, że to powinna wiedzieć i wypominał jej różne jej zachowania i poniżał ją. Wtedy ten szef wiedział już dlaczego jego posługa jest nieefektywna i jego modlitwy są nie wysłuchiwane.
1P 3,7b "Darzcie żony czcią jako te, które razem z wami są dziedzicami łaski, aby nie stawiać przeszkód waszym modlitwom."
Fragment z Pisma, który czytałem kiedyś, ale który przeczytałem i w ogóle nie zwróciłem na niego uwagi, a co dopiero żebym go zrozumiał. Fragment, gdzieś tam w Piśmie Świętym, który się sprawdza. Gość nie darzył swej żony czcią i dlatego jego modlitwy nie były wysłuchiwane. To mnie przekonało, że to co pisze w Piśmie Świętym jest PRAWDĄ!
Żeby tak uwierzyć w tą obietnice z Izajasza, to byłby dopiero kosmos, jakby zaczęło się sprawdzać :-D
giera
Hej. Od jakiegoś tygodnia grałem w grę RPG sieciową na Internecie. Gra super i bardzo mi się podobała. Miała kilka fajnych rzeczy, którymi usprawiedliwiałem sobie, że marnuję czas. Pocieszałem się też, że czasu będę na nią zużywał coraz mniej. Ale tak nie było i dużo czasu na nią zmarnowałem. Bardzo wciągająca.
Rozmawiałem z chłopakami i Seweryn mi powiedział, żebym już więcej jej nie włączał. Ale ja nie mogłem się zgodzić, bardzo mi się podobała giera i usprawiedliwiałem ją różnymi rzeczami.
Rozmawiałem z chłopakami i Seweryn mi powiedział, żebym już więcej jej nie włączał. Ale ja nie mogłem się zgodzić, bardzo mi się podobała giera i usprawiedliwiałem ją różnymi rzeczami.
piątek, grudnia 14, 2007
odeszła do domu.
Dziś umarła pani Basia. Nosiłem jej obiady przez prawie 3 lata. W tym czasie stawała się powoli, ale coraz bardziej chora. Nigdy jej nie widziałem nigdzie poza swoim domem. Od kiedy ją znałem zawsze miała chorą nogę. Zawsze bardzo religijna, nigdy słowa złego nie powiedziała na Boga. Jak Hiob. Wreszcie się doczekała czasu kiedy jest zdrowa i szczęśliwa. Zaraz po tym jak usłyszałem o jej śmierci, przyszła taka myśl co teraz jest ważne. Życie miała straszne, ale ważne jest to, gdzie teraz jest. Jestem pewny, że teraz jest w niebie, dzięki swojej wierności Panu. To co było odeszło do przeszłości i coraz mniejsze nawet w pamięci będzie miało znaczenie, a teraz będzie miała całą wieczność szczęścia, radości i wspaniałej obecności Boga, blisko jak nigdy na ziemi. Powinienem się cieszyć, ale jednak się smucę. Powinienem się cieszyć, że już jest szczęśliwa wreszcie. Ale uczucia są smutne. Bo nie pomagałem jej tyle ile mogłem i nie ulżyłem jej tak jak mogłem ulżyć. To teraz jest ważne. Nie żałuję żadnej złotówki, którą ją wspomogłem. Cieszę się z tego, że rzadko jej odmówiłem tej złotówki a często dałem. Żałuję, że jednak częściej odmawiałem swojej pomocy zwłaszcza ostatnio. Chciała żebym jej opowiedział jak było we Lwowie, a ja pomyślałem, że nie teraz, że później. No i nie zdążyłem.
Jak umrę to ją spotkam i cieszę się, że chyba się ucieszy na mój widok i choć będzie sporo tego co mi wypomni, to jednak też będzie trochę tego za co mi podziękuje :)
Do zobaczenia.
Jak umrę to ją spotkam i cieszę się, że chyba się ucieszy na mój widok i choć będzie sporo tego co mi wypomni, to jednak też będzie trochę tego za co mi podziękuje :)
Do zobaczenia.
czwartek, grudnia 13, 2007
Rodzina Królewska
Hejka. Chciałem napisać jak wracaliśmy ze Lwowa i staliśmy na granicy. Później napiszę co nie co o samym wyjeździe ewangelizacyjnym na Lwów, ale teraz chciałem napisać czego doświadczyłem na granicy.
Wracaliśmy ze Lwowa wszyscy szczęśliwi, ale jeszcze trzeba było pokonać granicę. Jak jechaliśmy w tamtą stronę, to widzieliśmy wielkie kolejki samochodów, które czekały, aby wjechać do Polski. No ale ojciec Jakub poszedł coś tam pogadać, modlili się za nas w kościele i się okazało, że przejechaliśmy jak prezydent, po pasie dla szybszej kontroli. Zostawiliśmy całe kolejki za sobą a my przejechaliśmy szybciutko. Ktoś w trakcie powiedział, że nic dziwnego, w końcu rodzina królewska. Ja sobie pomyślałem, że rzeczywiście, przecież jesteśmy rodziną Królewską, rodziną Króla Jezusa Chrystusa. Ale tak się zastanowiłem, przecież nie wszyscy chrześcijanie tak mają, no bo nawet gdyby, to wszyscy chrześcijanie jakby jechali na pas szybszej kontroli, to by się ten pas zakorkował i by nie było żadnego przyśpieszenia ;-) Ale też po prostu chrześcijanie normalnie jadą z innymi ludźmi i nic nie widać, że to rodzina Królewska.
A przedstawialiśmy na rekolekcjach przypowieść o 100 owieczkach i pasterzu, który poszedł za jedną zagubioną i zostawił 99 owiec nie zagubionych. I tak mi się skojarzyło.
Że czasem jest tak, że chodzimy do kościoła, ale nie wszystko nam wychodzi i narzekamy, Panie gdzie jesteś. Mam to i to do załatwienia, to i to mi nie wyszło z moich spraw. Gdzie byłeś wtedy Panie. A Pan Jezus poszedł wtedy szukać zagubionej owieczki i zostawił 99 w kościele. W pewnym sensie Go nie ma, bo szuka zagubionej.
Przypomniały mi się również słowa:
"Gdzie jest Pan, tam będzie i Jego sługa".
Znalazłem fragment z Pisma:
Tam gdzie poszedł Pan, tam powinien też iść Jego sługa, czyli iść za Panem szukać zagubionej owieczki. Pan Jezus przyjdzie do kościoła, ale gdy znajdzie zagubioną owieczkę.
Będziemy doświadczać Bożej opieki, Jego bliskości, gdy pójdziemy tam gdzie On poszedł: szukać zagubionej owieczki. Znajdziemy Pana Jezusa w kościele, gdy przyjdziemy do kościoła z Nim gdy będzie niósł na ramionach odnalezioną owieczkę.
Wracaliśmy ze Lwowa wszyscy szczęśliwi, ale jeszcze trzeba było pokonać granicę. Jak jechaliśmy w tamtą stronę, to widzieliśmy wielkie kolejki samochodów, które czekały, aby wjechać do Polski. No ale ojciec Jakub poszedł coś tam pogadać, modlili się za nas w kościele i się okazało, że przejechaliśmy jak prezydent, po pasie dla szybszej kontroli. Zostawiliśmy całe kolejki za sobą a my przejechaliśmy szybciutko. Ktoś w trakcie powiedział, że nic dziwnego, w końcu rodzina królewska. Ja sobie pomyślałem, że rzeczywiście, przecież jesteśmy rodziną Królewską, rodziną Króla Jezusa Chrystusa. Ale tak się zastanowiłem, przecież nie wszyscy chrześcijanie tak mają, no bo nawet gdyby, to wszyscy chrześcijanie jakby jechali na pas szybszej kontroli, to by się ten pas zakorkował i by nie było żadnego przyśpieszenia ;-) Ale też po prostu chrześcijanie normalnie jadą z innymi ludźmi i nic nie widać, że to rodzina Królewska.
A przedstawialiśmy na rekolekcjach przypowieść o 100 owieczkach i pasterzu, który poszedł za jedną zagubioną i zostawił 99 owiec nie zagubionych. I tak mi się skojarzyło.
Że czasem jest tak, że chodzimy do kościoła, ale nie wszystko nam wychodzi i narzekamy, Panie gdzie jesteś. Mam to i to do załatwienia, to i to mi nie wyszło z moich spraw. Gdzie byłeś wtedy Panie. A Pan Jezus poszedł wtedy szukać zagubionej owieczki i zostawił 99 w kościele. W pewnym sensie Go nie ma, bo szuka zagubionej.
Przypomniały mi się również słowa:
"Gdzie jest Pan, tam będzie i Jego sługa".
Znalazłem fragment z Pisma:
Kto zaś chciałby mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. J12,26
Tam gdzie poszedł Pan, tam powinien też iść Jego sługa, czyli iść za Panem szukać zagubionej owieczki. Pan Jezus przyjdzie do kościoła, ale gdy znajdzie zagubioną owieczkę.
Będziemy doświadczać Bożej opieki, Jego bliskości, gdy pójdziemy tam gdzie On poszedł: szukać zagubionej owieczki. Znajdziemy Pana Jezusa w kościele, gdy przyjdziemy do kościoła z Nim gdy będzie niósł na ramionach odnalezioną owieczkę.
sobota, grudnia 01, 2007
Pismo Święte w tabelce
Hej.
Stworzyłem tabelkę, która jest mi pomocna w rozumieniu Pisma Świętego :)
Tabelkę można obejrzeć tutaj :)
Stworzyłem tabelkę, która jest mi pomocna w rozumieniu Pisma Świętego :)
Tabelkę można obejrzeć tutaj :)
piątek, października 19, 2007
Teologia według Janka :)
Chciałem napisać jak to u mnie wyglądało po nawróceniu :)
Więc nawróciłem się jakoś tak na końcu pierwszego roku studiów. Tak wtedy dowiadywałem się o Jezusie i oddałem mu swoje życie. Jak się dowiedziałem, zrozumiałem, że zbawienie nie pochodzi z uczynków, ale z łaski, z wiary w Jezusa Chrystusa, to tak mi się to spodobało, że w ogóle do mnie nie docierały żadne jakieś rozważania na temat pracy nad sobą, dobrych uczynków czy coś w tym stylu. Spierałem się jak tylko ktoś temat uczynków zaczynał, to zaraz się z nim spierałem, że jesteśmy zbawieni z wiary nie z uczynków. No i miałem rację :) Również miałem tak, że nie bardzo mnie interesowało co będzie po śmierci, piekło, niebo, uważałem takie kazania na ten temat za nie przekonywające ludzi, bez sensu. Ważne dla mnie było co teraz się dzieje. Że Bóg teraz, tu, na tym świecie uzdrawia, daje radość, pokój, interesuje się naszym życiem i nam pomaga, bo wierzymy w Jezusa i jesteśmy Jego dziećmi. A co będzie potem to uznałem za mało ważne, że to nie przekonuje, że to takie rozważania na sucho.
No i tak chodziłem dwa lata :) Oczywiście robiłem różne rzeczy, ale zawsze dobrze się czułem ze świadomością, że to nie dlatego, że coś robię to jestem zbawiony, tylko z łaski jestem zbawiony, więc mogę wdzięczność swoją okazać Jezusowi poprzez robienie czegoś dobrego.
To moje zbawienie rozumiałem tak, że fajnie, że idę do nieba, ale to mnie nie interesowało. Interesowało mnie to, że tutaj, teraz jest fajnie, bo Bóg działa.
Potem przyszedł na mnie kryzys. Pomyślałem sobie, że ja tak chodzę sobie do kościoła na różne spotkania modlitewne, dobrze się na nich czuje, doświadczam miłości Bożej, pokoju, dobrze mi... Ale kumpel nie praktykuje wiary w Boga, nie chodzi do kościoła, ale dobrze mu się wszystko układa, dobrze mu jest na studiach i szczęśliwy jest ze swoją dziewczyną, no i w sumie co ja mu będę mówił o Jezusie, że co niby? Że ja się dobrze czuję na spotkaniach, czy że mam dobre oceny na studiach? I to dla mnie takie marne i bez sensu się wydało. I sobie pomyślałem, że w sumie to to chrześcijaństwo to nie jest jakaś taka ważna sprawa, taka naprawdę ważna. Że nie chrześcijaninem też można być.
Miałem jeszcze takie pytanie do Boga, wątpliwość, dlaczego Bóg tak rzadko uzdrawia? Dlaczego tak rzadko błogosławi ludziom, że są szczęśliwi, majętni? Dlaczego chrześcijanie nie są szczęśliwi, dlaczego chorują, modlą się a nie zostają uzdrowieni? Jedyne co wymyśliłem, to to, że Pan Bóg chce czegoś więcej dla nas niż tylko zdrowie i że to zdrowie mogłoby przesłonić Jego.
No i trafiłem na dwie dobre książki, które mi otworzyły oczy. Jedna to "Podróż pragnień" John'a Eldredge'a a druga to "Życie świadome celu" Rick'a Warren'a.
Tam napisali, że to co tutaj jest, to jest tylko pielgrzymowanie, które się skończy i wtedy będziemy w swojej ojczyźnie. Że teraz nie jesteśmy u siebie. I to mi otworzyło oczy. Teraz to jesteśmy na obczyźnie, w obcym kraju, ale zarabiamy pieniądze, żeby zbudować dom w swojej ojczyźnie i tam zamieszkać na stałe! Oczywiście możliwość powrotu do naszej wspaniałej Ojczyzny, do domu Ojca zagwarantował nam Jezus umierając za nasze grzechy, z których każdy jeden przekreślał nam tą możliwość. A zarabianie to jest coś ponad to :) To są te czyny za które Jezus nam zapłaci ekstra w niebie :) , za które da nam nagrodę :)
No i zrozumiałem, że rzeczywiście uzdrowienie mogłoby przesłonić Jezusa i Jego plan dla nas, że moglibyśmy sobie pomyśleć, że tutaj jest nasza ojczyzna, że tutaj na ziemi powinniśmy budować sobie dom.
"Pielgrzymka da się lubić, pielgrzymka da się lubić, tu odciski można znaleźć, tu sadełko można zgubić".
Owszem, pielgrzymka da się lubić, ale pielgrzymka to nie bycie w domu w najlepszym miejscu we wszechświecie i wszystkich wymiarach z najukochańszym Ojcem i wspaniałym Jezusem, który jest Królem i który usługuje!
Cuda to znaki potwierdzające, że to co mówił Jezus jest prawdą, a Jezus mówił, że nie jesteśmy w domu. " W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce." J 14,2
Więc nawróciłem się jakoś tak na końcu pierwszego roku studiów. Tak wtedy dowiadywałem się o Jezusie i oddałem mu swoje życie. Jak się dowiedziałem, zrozumiałem, że zbawienie nie pochodzi z uczynków, ale z łaski, z wiary w Jezusa Chrystusa, to tak mi się to spodobało, że w ogóle do mnie nie docierały żadne jakieś rozważania na temat pracy nad sobą, dobrych uczynków czy coś w tym stylu. Spierałem się jak tylko ktoś temat uczynków zaczynał, to zaraz się z nim spierałem, że jesteśmy zbawieni z wiary nie z uczynków. No i miałem rację :) Również miałem tak, że nie bardzo mnie interesowało co będzie po śmierci, piekło, niebo, uważałem takie kazania na ten temat za nie przekonywające ludzi, bez sensu. Ważne dla mnie było co teraz się dzieje. Że Bóg teraz, tu, na tym świecie uzdrawia, daje radość, pokój, interesuje się naszym życiem i nam pomaga, bo wierzymy w Jezusa i jesteśmy Jego dziećmi. A co będzie potem to uznałem za mało ważne, że to nie przekonuje, że to takie rozważania na sucho.
No i tak chodziłem dwa lata :) Oczywiście robiłem różne rzeczy, ale zawsze dobrze się czułem ze świadomością, że to nie dlatego, że coś robię to jestem zbawiony, tylko z łaski jestem zbawiony, więc mogę wdzięczność swoją okazać Jezusowi poprzez robienie czegoś dobrego.
To moje zbawienie rozumiałem tak, że fajnie, że idę do nieba, ale to mnie nie interesowało. Interesowało mnie to, że tutaj, teraz jest fajnie, bo Bóg działa.
Potem przyszedł na mnie kryzys. Pomyślałem sobie, że ja tak chodzę sobie do kościoła na różne spotkania modlitewne, dobrze się na nich czuje, doświadczam miłości Bożej, pokoju, dobrze mi... Ale kumpel nie praktykuje wiary w Boga, nie chodzi do kościoła, ale dobrze mu się wszystko układa, dobrze mu jest na studiach i szczęśliwy jest ze swoją dziewczyną, no i w sumie co ja mu będę mówił o Jezusie, że co niby? Że ja się dobrze czuję na spotkaniach, czy że mam dobre oceny na studiach? I to dla mnie takie marne i bez sensu się wydało. I sobie pomyślałem, że w sumie to to chrześcijaństwo to nie jest jakaś taka ważna sprawa, taka naprawdę ważna. Że nie chrześcijaninem też można być.
Miałem jeszcze takie pytanie do Boga, wątpliwość, dlaczego Bóg tak rzadko uzdrawia? Dlaczego tak rzadko błogosławi ludziom, że są szczęśliwi, majętni? Dlaczego chrześcijanie nie są szczęśliwi, dlaczego chorują, modlą się a nie zostają uzdrowieni? Jedyne co wymyśliłem, to to, że Pan Bóg chce czegoś więcej dla nas niż tylko zdrowie i że to zdrowie mogłoby przesłonić Jego.
No i trafiłem na dwie dobre książki, które mi otworzyły oczy. Jedna to "Podróż pragnień" John'a Eldredge'a a druga to "Życie świadome celu" Rick'a Warren'a.
Tam napisali, że to co tutaj jest, to jest tylko pielgrzymowanie, które się skończy i wtedy będziemy w swojej ojczyźnie. Że teraz nie jesteśmy u siebie. I to mi otworzyło oczy. Teraz to jesteśmy na obczyźnie, w obcym kraju, ale zarabiamy pieniądze, żeby zbudować dom w swojej ojczyźnie i tam zamieszkać na stałe! Oczywiście możliwość powrotu do naszej wspaniałej Ojczyzny, do domu Ojca zagwarantował nam Jezus umierając za nasze grzechy, z których każdy jeden przekreślał nam tą możliwość. A zarabianie to jest coś ponad to :) To są te czyny za które Jezus nam zapłaci ekstra w niebie :) , za które da nam nagrodę :)
No i zrozumiałem, że rzeczywiście uzdrowienie mogłoby przesłonić Jezusa i Jego plan dla nas, że moglibyśmy sobie pomyśleć, że tutaj jest nasza ojczyzna, że tutaj na ziemi powinniśmy budować sobie dom.
"Pielgrzymka da się lubić, pielgrzymka da się lubić, tu odciski można znaleźć, tu sadełko można zgubić".
Owszem, pielgrzymka da się lubić, ale pielgrzymka to nie bycie w domu w najlepszym miejscu we wszechświecie i wszystkich wymiarach z najukochańszym Ojcem i wspaniałym Jezusem, który jest Królem i który usługuje!
Cuda to znaki potwierdzające, że to co mówił Jezus jest prawdą, a Jezus mówił, że nie jesteśmy w domu. " W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce." J 14,2
poniedziałek, września 17, 2007
RPG
Na mojej stronce dodałem artykuł o RPG, który skrobnąłem (a raczej napisałem - należy mu się to określenie) gdzieś pod koniec liceum.
Artykuł bardzo dobry. Polecam bardzo bardzo. Jest to artykuł mówiący o plusach i minusach grania w gry RPG, napisany przez gracza z 6 letnim doświadczeniem (czyli przeze mnie ;-)). Do tego uważam, że ta ocena gier RPG jest bardzo dobra i wyważona. Przeczytałem go dzisiaj znowu i jestem zadziwiony giętkością mojego języka, jakością stylu i głębokością myśli, które przelałem na papier, będąc tak młodym ;-] . Po drugie (czy też trzecie ;-)) jest to chyba najdłuższe moje dzieło, jakie kiedykolwiek napisałem. :-D
Oto i ono:
http://janheski.googlepages.com/rpg
Przy okazji polecam też bajkę "Kleszcz i komar" ;-)
Artykuł bardzo dobry. Polecam bardzo bardzo. Jest to artykuł mówiący o plusach i minusach grania w gry RPG, napisany przez gracza z 6 letnim doświadczeniem (czyli przeze mnie ;-)). Do tego uważam, że ta ocena gier RPG jest bardzo dobra i wyważona. Przeczytałem go dzisiaj znowu i jestem zadziwiony giętkością mojego języka, jakością stylu i głębokością myśli, które przelałem na papier, będąc tak młodym ;-] . Po drugie (czy też trzecie ;-)) jest to chyba najdłuższe moje dzieło, jakie kiedykolwiek napisałem. :-D
Oto i ono:
http://janheski.googlepages.com/rpg
Przy okazji polecam też bajkę "Kleszcz i komar" ;-)
piątek, września 14, 2007
Moja stronka
Witajcie! :)
Na stronie:
http://janheski.googlepages.com/
możecie obejrzeć moją stronkę. Znajdziecie tam kilka moich tekstów z czasów licealnych. Stronka stworzona szablonem google. Szczerze to nie chce mi się czasu tracić na bawienie się ze stronami. I tak za dużo to czasu zajmuje :)
Na stronie:
http://janheski.googlepages.com/
możecie obejrzeć moją stronkę. Znajdziecie tam kilka moich tekstów z czasów licealnych. Stronka stworzona szablonem google. Szczerze to nie chce mi się czasu tracić na bawienie się ze stronami. I tak za dużo to czasu zajmuje :)
czwartek, września 13, 2007
walka duchowa
Hejka!
Chciałem się podzielić z Wami tym, czego się dowiedziałem na konferencji w Kaliszu w prywatnych rozmowach od pewnego brata protestanta.
Rozmawiając wyszedł temat prowadzenia Ducha Świętego, jak rozróżnić głos Ducha Świętego od głosu złego. I dowiedziałem się zupełnej dla mnie nowości! Otóż, że tylko Bóg ma możliwość słyszenia naszych myśli. Złe duchy mogą jedynie wkładać nam swoje myśli i obserwować naszą reakcję (reakcję naszego ciała), jak się zachowujemy i z tej reakcji wyciągają wnioski aby dalej nas atakować, wsadzać nam myśli do głowy. Nie słyszą jednak naszego toku myślenia, naszej reakcji na te myśli. Tylko Bóg słyszy nasze myśli.
Gdy rozpoznajemy atak, możemy uwielbiać Boga, wtedy 1. demony głupieją, bo spodziewają się powiedzmy smutku po tej myśli, którą włożyli, a tu się radujemy ;) 2. Demony nie mogą wytrzymać gdy się uwielbia Boga i uciekają :D
Demony nas też atakują podsuwając pokusy.
Ale:
Możemy również, rozpoznając atak, w imieniu Jezusa, w jego autorytecie, rozkazać myślom, aby myśli nie pochodzące od Boga odeszły. "wszelki umysł poddajemy w posłuszeństwo Chrystusowi" 2 Kor 10,5 Możemy rozkazać w autorytecie Jezusa iść precz pokusom, demonom. (TO DZIAŁA, sprawdziłem!! :))
Wcześniej, gdy byłem kuszony, próbowałem walczyć w myślach z pokusą, ale bardzo bardzo rzadko udawało mi się przezwyciężyć pokusę. Były okresy, czasem nawet półroczne, gdy nie byłem kuszony którymś rodzajem pokusy, ale gdy znów przychodziła pokusa, upadałem. Ale teraz wiem, że mogę w imieniu Jezusa rozkazywać demonom, odpierać ataki i to działa! :D
Dlaczego mogę w imieniu Jezusa rozkazywać demonom?
Oddałem życie Jezusowi, jestem "Jezusowy" jak to mówi o sobie św. Paweł :)
Jestem w komunii, w jedności z Jezusem.
Otrzymałem Ducha Święŧego. Mój duch jest nowym człowiekiem (Ez 36,26) i mój duch jest w jedności z Duchem Świętym.
Jezus rozkazywał demonom, ja go naśladuję. Jezus był w jedności z Ojcem i mocą Bożą wypędzał demony (ale sam to robił, a nie modlił się, żeby Ojciec wypędził), ja jestem w jedności z Jezusem i mocą Jezusa rozkazuję demonom, które mnie kuszą (też nie modlę się do Jezusa, ale sam rozkazuję, bo mam autorytet Jezusa).
Mogę więc przeciwstawiać się diabłu.
"Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was." Jk 4,7
i on ucieka :D
On ucieka , jak rozkazuję mu w imieniu Jezusa na głos. Z tego co napisałem na górze wynika, że jak każę mu jedynie w myślach, to on nie słyszy, więc nie ucieka. ;-] Trzeba mu rozkazać na głos :)
ALLELUJA!!! :D:D
Chciałem się podzielić z Wami tym, czego się dowiedziałem na konferencji w Kaliszu w prywatnych rozmowach od pewnego brata protestanta.
Rozmawiając wyszedł temat prowadzenia Ducha Świętego, jak rozróżnić głos Ducha Świętego od głosu złego. I dowiedziałem się zupełnej dla mnie nowości! Otóż, że tylko Bóg ma możliwość słyszenia naszych myśli. Złe duchy mogą jedynie wkładać nam swoje myśli i obserwować naszą reakcję (reakcję naszego ciała), jak się zachowujemy i z tej reakcji wyciągają wnioski aby dalej nas atakować, wsadzać nam myśli do głowy. Nie słyszą jednak naszego toku myślenia, naszej reakcji na te myśli. Tylko Bóg słyszy nasze myśli.
Gdy rozpoznajemy atak, możemy uwielbiać Boga, wtedy 1. demony głupieją, bo spodziewają się powiedzmy smutku po tej myśli, którą włożyli, a tu się radujemy ;) 2. Demony nie mogą wytrzymać gdy się uwielbia Boga i uciekają :D
Demony nas też atakują podsuwając pokusy.
Ale:
Możemy również, rozpoznając atak, w imieniu Jezusa, w jego autorytecie, rozkazać myślom, aby myśli nie pochodzące od Boga odeszły. "wszelki umysł poddajemy w posłuszeństwo Chrystusowi" 2 Kor 10,5 Możemy rozkazać w autorytecie Jezusa iść precz pokusom, demonom. (TO DZIAŁA, sprawdziłem!! :))
Wcześniej, gdy byłem kuszony, próbowałem walczyć w myślach z pokusą, ale bardzo bardzo rzadko udawało mi się przezwyciężyć pokusę. Były okresy, czasem nawet półroczne, gdy nie byłem kuszony którymś rodzajem pokusy, ale gdy znów przychodziła pokusa, upadałem. Ale teraz wiem, że mogę w imieniu Jezusa rozkazywać demonom, odpierać ataki i to działa! :D
Dlaczego mogę w imieniu Jezusa rozkazywać demonom?
Oddałem życie Jezusowi, jestem "Jezusowy" jak to mówi o sobie św. Paweł :)
Jestem w komunii, w jedności z Jezusem.
Otrzymałem Ducha Święŧego. Mój duch jest nowym człowiekiem (Ez 36,26) i mój duch jest w jedności z Duchem Świętym.
Jezus rozkazywał demonom, ja go naśladuję. Jezus był w jedności z Ojcem i mocą Bożą wypędzał demony (ale sam to robił, a nie modlił się, żeby Ojciec wypędził), ja jestem w jedności z Jezusem i mocą Jezusa rozkazuję demonom, które mnie kuszą (też nie modlę się do Jezusa, ale sam rozkazuję, bo mam autorytet Jezusa).
Mogę więc przeciwstawiać się diabłu.
"Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was." Jk 4,7
i on ucieka :D
On ucieka , jak rozkazuję mu w imieniu Jezusa na głos. Z tego co napisałem na górze wynika, że jak każę mu jedynie w myślach, to on nie słyszy, więc nie ucieka. ;-] Trzeba mu rozkazać na głos :)
ALLELUJA!!! :D:D
środa, września 12, 2007
Dzike serce
No cóż, jeśli jesteś osobnikiem płci męskiej i jeszcze nie czytałeś książĸi "Dzikie serce" Johna Eldredge'a, to możesz śmiało rzucić wszystko, postarać się jak najszybciej ją dostać, potem znowu rzucić wszystko i ją przeczytać. Ja ją za pierwszym razem przeczytałem w dwa dni, czytając ją pod ławką na nudnych wykładach. Uwaga: WCIĄGA! I zmienia. U mnie to długo trwało i jeszcze trwa, ale zmienia diametralnie. Polecam również inne książki Johna.
Tutaj można przeczytać recenzję o tej książce i ewentualnie zakupić "Dzikie serce".
Kupując ją z powyższego linku, kupujecie ją z księgarni, którą uważam za najlepszą internetową księgarnię, jaką spotkałem. Oprócz tego dajecie mi zarobić ;-) Inne pozycje w tej księgarni są również warte polecenia. Zwłaszcza te ogwiazdkowane. Będę się starał pisać tu kilka słów o książkach, które przeczytałem i polecam. (Zakupiłem kilka od nich; są w drodze ;-)) Można też mnie łapać i spróbować pożyczyć ode mnie książki Johna Eldredge'a. Zwykle mam jakieś na stanie ;-)
Tutaj można przeczytać recenzję o tej książce i ewentualnie zakupić "Dzikie serce".
Kupując ją z powyższego linku, kupujecie ją z księgarni, którą uważam za najlepszą internetową księgarnię, jaką spotkałem. Oprócz tego dajecie mi zarobić ;-) Inne pozycje w tej księgarni są również warte polecenia. Zwłaszcza te ogwiazdkowane. Będę się starał pisać tu kilka słów o książkach, które przeczytałem i polecam. (Zakupiłem kilka od nich; są w drodze ;-)) Można też mnie łapać i spróbować pożyczyć ode mnie książki Johna Eldredge'a. Zwykle mam jakieś na stanie ;-)
konferencja w Kaliszu
Tu można przeczytać moją relację z konferencji w Kaliszu :)
http://www.alfakrakow.fora.pl/raport-z-kalisza-t347.html
http://www.alfakrakow.fora.pl/raport-z-kalisza-t347.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)
