Dziś umarła pani Basia. Nosiłem jej obiady przez prawie 3 lata. W tym czasie stawała się powoli, ale coraz bardziej chora. Nigdy jej nie widziałem nigdzie poza swoim domem. Od kiedy ją znałem zawsze miała chorą nogę. Zawsze bardzo religijna, nigdy słowa złego nie powiedziała na Boga. Jak Hiob. Wreszcie się doczekała czasu kiedy jest zdrowa i szczęśliwa. Zaraz po tym jak usłyszałem o jej śmierci, przyszła taka myśl co teraz jest ważne. Życie miała straszne, ale ważne jest to, gdzie teraz jest. Jestem pewny, że teraz jest w niebie, dzięki swojej wierności Panu. To co było odeszło do przeszłości i coraz mniejsze nawet w pamięci będzie miało znaczenie, a teraz będzie miała całą wieczność szczęścia, radości i wspaniałej obecności Boga, blisko jak nigdy na ziemi. Powinienem się cieszyć, ale jednak się smucę. Powinienem się cieszyć, że już jest szczęśliwa wreszcie. Ale uczucia są smutne. Bo nie pomagałem jej tyle ile mogłem i nie ulżyłem jej tak jak mogłem ulżyć. To teraz jest ważne. Nie żałuję żadnej złotówki, którą ją wspomogłem. Cieszę się z tego, że rzadko jej odmówiłem tej złotówki a często dałem. Żałuję, że jednak częściej odmawiałem swojej pomocy zwłaszcza ostatnio. Chciała żebym jej opowiedział jak było we Lwowie, a ja pomyślałem, że nie teraz, że później. No i nie zdążyłem.
Jak umrę to ją spotkam i cieszę się, że chyba się ucieszy na mój widok i choć będzie sporo tego co mi wypomni, to jednak też będzie trochę tego za co mi podziękuje :)
Do zobaczenia.
piątek, grudnia 14, 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz