Wrażenia z Pasterki (czyli Mszy o 12stej w nocy na Boże Narodzenie, jak już się wszyscy obżarli na Wigilię). Ja też się obżarłem i nie chciało mi się ruszać. Obejrzałem, leżąc brzuchem do góry (żeby nie bolał), szklaną pułapkę i już była 23:45. Szybkie porównanie za i przeciw, decyzja i idę.
Tłumy ludzi; śpiewałem kolędy białym głosem ;-)
Ksiądz mówił standardowe kazanie, nie pamiętam o czym, ale pamiętam swoje przemyślenia: "W ogóle nie czuję o co chodzi w świętowaniu Bożego Narodzenia. Boże Narodzenie - Jezus przedstawiony jako małe bezbronne dzieciątko - nic nie potrafiące. Wielkanoc - Jezus przedstawiony jako słaby, chudy, poganiany przez rzymian i przybity do krzyża - nic nie potrafiący.
Zatęskniłem do świętowania i podkreślenia święta Chrystusa Króla. Jezus jako Król i Pan i Władca nie tylko na krańcu świata, ale całego świata.
Później coś zaczaiłem, że Bóg tak zaufał Józefowi, że się dobrze wywiąże z opieki nad Jezusem i Maryją, że powierzył mu własnego Syna. I to nie tylko, że Syn Boga, ale Syn Boga, w którego ręku jest zbawienie całego świata! Całą misję zbawienia świata powierzył właściwie Józefowi. Józef mógł łatwo zawalić w momencie, w którym Anioł mu mówił, żeby uchodził do Egiptu. Gdyby nie uwierzył, albo zwlekał z wykonaniem Słowa Bożego... Nie tylko, że ludzie poszli by na zatracenie, ale Bóg straciłby swojego Syna najukochańszego.
Co za zaufanie.
Potem zaczaiłem, że Jezus tak nam ufa i przychodzi do naszego serca. W Komunii. Potężny Bóg z jednej strony, z drugiej strony przychodzi do nas i się nam powierza i nam ufa.
Ale co z tego, że zaczaiłem, skoro zaraz o tym zapomniałem i dalej robiłem swoje.
A co jeśli od nas zależy tak jak od Józefa, zbawienie choćby niektórych ludzi? Jezus przychodzi do nas z Mocą Chwałą i Potęgą, powierza się i to wszystko nam... Ufa nam... Brrrr.
czwartek, grudnia 27, 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz